czwartek, 26 czerwca 2014

Nigdy dość-Malwina Kowszewicz



Liczba stron:319
Wydawnictwo:Albatros
Rok wydania:2007
Jak zdobyłam:wygrana w konkursie u recenzjeami

"Tajemniczą bronią Julii są niebotyczne obcasy i markowe ciuchy kupione na kredyt.Od kiedy przez przypadek wplątała się w pracę w "Ouuups" ,jednym z najlepiej sprzedających się miesięczników kobiecych ,musi udawać ,że się na wszystkim zna.A najlepiej na orgazmach ,oczywiście nie własnych.Jednocześnie miła i bezczelna,szybko zjednuje sobie ludzi,potrafi przekonać każdego rozmówcę.Dlatego zostaje wysłana do Paryża,by przeprowadzić wywiad z nieosiągalnym dla prasy ,gburowatym reżyserem.Na wykonanie zadania ma trzy dni.Czy uda jej się zrealizować marzenie o wielkiej karierze?I czy w końcu znajdzie wielką miłość?"

Ogólnie książka bardzo mi się spodobała.Najbardziej zachwyciło mnie to,że autorka potrafi trzymać nas w napięciu...jesteś w połowie strony...pojawia się John i jesteś przekonana ,że to jest właśnie wielka miłość głównej bohaterki ,a reszta książki będzie opowiadać o ich wielkiej miłości...i nagle okazuje się ,że autorka zadrwiła sobie z czytelniczek i wpuściła je w maliny ,bo jedynie poza jednym seksem nie łączy ich nic więcej...więc dalej brniesz po kolejnych stronach,aby w końcu dowiedzieć się kto jest tym jedynym.No cóż jakoś trzeba przyciągać czytelniczki,nie? :)

"...Wiedziałam ,kiedy powiedzieć ,że na mnie już czas,bo zaraz bym usłyszała wykład ,że o siebie nie dbam,że się nie wysypiam,bo skórę mam nie taką,że używam złych kremów,no i że za mało jem,za cienko się ubieram i chodzę na zbyt wysokich obcasach..."
str.182

Kolejną rzeczą,która mi się spodobała jest zakończenie.Wiem ,że wiele osób nie lubi wiedzieć przed przeczytaniem jak skończy się książka ,ale to tak mi się spodobało ,że muszę napisać o tym kilka słów.W większości książek zakończenie jest takie z "happy endem"  ,co osobiście bardzo mi się nie podoba.Zaś w "Nigdy dość" autorka nie powiedziała w końcu czy Julia znalazła tego jedynego.Ostatnim wątkiem jest scena na lotnisku ,gdzie Michael prosi naszą bohaterką oto ,aby go przytuliła .Zakończenie można interpretować dowolnie i właśnie to mi się w tym podoba.

Książka zalicza się do wyzwań:
"Z literą w tle"
"Czytam powieści obyczajowe"

2 komentarze:

  1. Właśnie przeczytałam tę książkę. Całą. Jestem z siebie dumna. Do ostatniej strony szukałam w niej stylu, poziomu, przesłania, rozrywki, mądrości, jakiegokolwiek sensu, choćby poczucia humoru. I nie znalazłam ani krzty. Banały upchnięte na siłę i chaotycznie w formę narracji osoby z ostrymi zaburzeniami toku myślenia - problem w tym, że nie był to zamierzony efekt, a nieudolność autorki. Ani realistyczna, ani fantastyczna, ani emocji ani logiki, ani fabuły ani twórczej oryginalności. Męcząca książka tak naprawdę o niczym, nie warta ani wydania pieniędzy ani poświęcenia jej czasu. Blogi głupawych gimnazjalistek mają więcej głębi i są lepiej napisane.
    Dawno nie czytałam takiego gniota, a czytam naprawdę dużo i zwykle nie jestem krytyczna. Ale to coś to już przesada.
    Główna bohaterka jest opisana koszmarnie. I jest koszmarna- egocentryczna, niedojrzała, głupia pusta lala, miotająca się w chaosie który sama potęguje i nie wiedząca czego chce, działająca bez sensu i celu, mająca w pustej głowie jedynie strzępki myśli o seksie, a na koncie debet z powodu własnej bezmyślności. I to silenie się na głęboją filozowię będącą jedynie pustosłowiem. Szkoda czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż każda książka ma swoich zwolenników i przeciwników ;) Na świecie nie ma czegoś co spobałoby się wszystkim ludziom.W każdym bądź razie dziękuję za szczerą opinię :)

      Usuń

"...Uczę się ciebie na pamięć ,niecierpliwymi palcami ,rozpaczliwie na pamięć..."